Z pamiętnika tetryka

Coraz mniej rozumiem ten świat i coraz bardziej obawiam się, dokąd zmierza. Wiem, że to brzmi, jak zdanie z pamiętnika tetryka, ale przecież z racji wieku mam już do takich refleksji prawo i nie odmówię go sobie. Być może pół wieku temu podobnie pesymistyczne myśli towarzyszyły moim dziadkom lub rodzicom – niewykluczone. I świat się nie skończył, wbrew ich obawom, ale ja mam wrażenie, że to już tylko kwestia czasu.

Skąd ten pesymizm?

Odpowiedzi mogłoby być tu tak wiele, jak informacji, które każdego dnia niosą serwisy telewizyjne i internetowe, poczynając od globalnych politycznych zawirowań, przez grozą wiejące wieści o zmianach klimatycznych po lokalne wieści o wypadkach, chorobach, pobiciach i wymuszeniach. Ale nie to mnie dziś zasmuciło, bo do powyższych zdążyłam się przyzwyczaić i na te dramaty delikatnie uodpornić. Z równowagi wyprowadziła mnie dziś pozornie banalna reklama z instragrama. Dziwne, że jeszcze poruszają mnie reklamy, ale ta zaskoczyła proponowanym produktem – kursem, jak stworzyć za pomocą sztucznej inteligencji postać „z krwi i kości”, która będzie zachęcać użytkowników sieci do tego, do czego ich chcemy zachęcić.

Niby nic zdrożnego w tym, ale zaniepokoiło mnie, że już na pewno takie twory AI wypełniają internet, a ja nawet nie jestem w stanie odróżnić homo sapiens od wirtualnego androida. Idąc dalej, już nie wiem, co jest prawdą, a co blefem.

Myślałam do tej pory, że w najniższym kręgu piekła jest miejsce dla twórców botów internetowych, które zastąpiły konsultantów infolinii, ale już teraz widzę, że trzeba by to piekło pogłębić o kolejny krąg dla hodowców cyfrowych „właścicieli” kont internetowych.

Wyobraźcie sobie, jak byście się poczuli, gdyby okazało się, że nie istnieje ktoś taki jak pawlowska.pl, przez kilkanaście lat żyliście złudzeniami, bo wszystko, co tu się publikuje to blef jakiegoś androida sterowanego przez swego anonimowego twórcę. Skomplikowane? Być może, ale właśnie takie są dziś social media i w tym kierunku zmierza świat, jak stwierdził mój młodszy syn, gdy podzieliłam się dziś z nim tymi refleksjami.

Ale choć już nie wiem dziś, czy rozmawiam z człowiekiem czy z androidem, to wiem jedno: moje wątpliwości i lęki są prawdziwe. I to wystarczy, żeby nie zwariować do końca.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *