
Zanim 13 grudnia został skojarzony z wprowadzeniem stanu wojennego czy Koalicją 13 grudnia, czyli oficjalną detronizacją PiSu, był przede wszystkim dniem św. Łucji.
W Polsce obchody święta tej patronki nie były nigdy spektakularne, szczególnie w porównaniu z tradycjami krajów skandynawskich, ale to nie znaczy, że nikt o Łucji nie pamiętał. Mój dziadek, ten jeden z dwóch Piotrów, od 13 grudnia skrupulatnie notował w kajeciku, jaka jest pogoda w kolejnych 12 dniach aż do Wigilii. To miało pokazać, jakie będą kolejne miesiące nowego roku. O tym dowiadywaliśmy się w Boże Narodzenie i to była pierwsza długoterminowa prognoza z jaka się w ogóle w życiu spotkałam. Czy się spełniała? To chyba tylko dziadek wiedział, bo my -młodsi traktowaliśmy je z przymrużeniem oka i szybko nam wietrzały z głowy.
Ale były też inne wierzenia i zabobony, które jako dziecko wchłonęłam w swoją pamięć jak w gąbkę i traktowałam z dużą powagą. Nie zawsze rozumiałam ich sens, bo też nie zawsze był przede mną ujawniany. Na przykład wiedziałam, że nie wolno kłaść chleba na plecach, w sensie nie na własnych lub cudzych, tylko tą wypukłą częścią bochenka, czyli inaczej do góry nogami. Ale już bardziej oczywiste wydawało mi się robienia nożem znaku krzyża na świeżym bochenku i całowanie upuszczonej kromki chleba – był to wyraz szacunku do jedzenia i pracy, która to jedzenie zapewniała. Po latach już dowiedziałam się, że i z krojeniem chleba związane są przesądy, bo nierówne kromki mogą zwiastować niezgodę. W mojej rodzinie powinna być ona permanentna, bo rzadko udaje mi się zachować precyzję w manewrowaniu nożem. Tak jak uchronić sól przed przypadkowym rozsypaniem się – co również zwiastuje kłótnię.
Ale z pełną świadomością staram się unikać witania przez próg lub otwierać parasola w domu.
Moja babcia uczyła mnie też, że nie powinno się stawiać butów na stole (zwiastują nieszczęście), dawać w prezencie rękawiczek (podarowany od nas odejdzie), a po przyjściu z cmentarza należy koniecznie myć ręce (by pozbyć się negatywnej energii).
Pamiętam też, że kiedy mama lub babcia reperowały na mnie jakąś część odzieży: rozdarte gatki czy sukienkę, doszywały zgubiony guzik, to miałam trzymać w zębach nitkę i się nie odzywać, żeby mi nie „zaszyły rozumu”. W sumie to dziś nie wiem, czy właściwie wtedy trzymałam tę nitkę ![]()
Nie wiem, dlaczego wśród tych ludowych wierzeń i przesądów więcej było takich, które czegoś zabraniały, zwiastowały nieszczęście czy po prostu kojarzyły się ze złem, jak sny o brudnej wodzie, wypadających zębach czy też swędzenie prawego oka, co miało zapowiadać łzy.
Te wszystkie przesądy i domowe rytuały są jak stare, rodzinne przepisy i nie zawsze wiadomo, skąd się wzięły. Czasem trudno je wytłumaczyć, ale nie zmienia to faktu, że nadal wypełniają naszą codzienność. Mimo że mamy racjonalne podejście do życia, a za sobą lata spędzone nad biologią, chemią i fizyką, to ciągle naszymi gestami i relacjami rządzi metafizyka ![]()
A wracając do dziadkowych wróżb, wychodzi na to, że na pewno luty i marzec powinny być słoneczne i ciepłe. A jak się to sprawdzi? Może tak samo jak prognozy amerykańskich naukowców, przepowiednie wróżbity Macieja czy przedwyborcze obietnice Koalicji 13 grudnia
(przepraszam, nie mogłam się powstrzymać).