Może jeszcze jest nadzieja?

Mam teraz dużo czasu. Nie zawsze wykorzystuję go celowo i pożytecznie, ale kto powiedział, że na każdym etapie życia trzeba być rozsądnym i poukładanym. Czasem czas trwonię na nic nierobienie, czasem pozwalam mu przelatywać przez palce, bo nawet jeśli na to nie pozwolę, to sam przeleci prędzej czy później, bo dla czasu nie liczy się czas. Jedną z form trwonienia czasu jest gapienie się w telewizor. Normalnie, czyli gdy nie mam urlopu, telewizor gapi się we mnie, ale teraz mu się odwzajemniam. I tak wpatrując się we włączony – rzecz jasna – ekran, poznaję świat. Niby powinnam już w tym wieku znać się na zjawiskach i ludziach, ale co chwilę odkrywam coś nowego i choć odkrycia te nie świadczą dobrze od człowieku, to jednak zmuszają do głębszych refleksji.

Patrząc na rozrywkę, którą oferują media swoim widzom, zastanawiam się, czy twórcy programów dostosowują się do poziomu odbiorców, czy to odbiorcy zaczynają wpasowywać się w model konsumenta zaprojektowany przez nadawców. Pauperyzacja intelektualna zasuwa z prędkością dźwięku a może i światła. Widać to na przykładzie programów typu „Hotel Paradise”, „Królowe przetrwania” i innych, o których z zażenowania, że je znam, powinnam milczeć. Nawet mężowi się nie przyznaję, że podglądam fragmenty tych produkcji, bo by mnie chyba śmiechem obezwładnił. Ale tu przed Wami się przyznaję i od razu usprawiedliwię – oglądam to jak empirysta eksperyment społeczny 😉.

Jednak, skoro takie programy są, to znaczy, że jest na nie zapotrzebowanie. Dlaczego? Czy to ciekawość, jak wygląda życie innych przemawia za ich popularnością? A może chęć dowartościowania się, że nasz iloraz inteligencji wynosi kilkanaście punktów wyżej niż przeciętnego bohatera tych reality show? Bo jak nie czuć się lepiej, kiedy uczestniczki programu nie potrafią rozpoznać słów hymnu narodowego, nie wiedzą, kto napisał „Wesele”, mylą podologa z proktologiem, Raskolnikowa z Rasputinem i nie znają daty zakończenia I wojny światowej. Dodam, że te ignorantki to osoby z pierwszych stron magazynów dla pań i panów, dziennikarki, influencerki i rzekomo prawniczki.

Jeszcze niżej trzeba by ocenić uczestników programów służących do parowania się przedstawicieli płci obojga, gdzie gorączka egzotycznych koreluje z atmosferą koedukacyjnych pokoi. Tu liczy się roznegliżowane ponętne ciało i …zasadniczo nic więcej. Rozmowy wypełniające ciasną przestrzeń między obrazami tych ciał przypominają dialogi, jakie toczy się w czasach późnopodstawówkowych: „Podobam ci się?”” A chcesz być ze mną?” „Kto ci się bardziej podoba: ona czy ja?” A głównym problemem staje się kwestia rozmiaru implantu biustu.

I tak sobie myślę, że te programy są jak współczesne bajki. Tylko zamiast klasycznego morału mamy naukę, że głupota w ładnym opakowaniu nie przynosi hańby. Zamiast bohatera jest kogoś, kto ma ładne zęby, ale za to nie ma wstydu. A zamiast smoka jest konkurencja, która bezwzględnie eliminuje z programu, co paradoksalnie ocala delikwentowi resztki jego godności.

I jako nauczycielka jestem bezradna, bo jak mam uczniów przekonywać o sensie zgłębiania wiedzy, skoro głupota i próżność sprzedają się lepiej niż mądrość, intelekt i pracowitość. Niestety, wydaje się, że rozum przegrał definitywnie z silikonem, a wiedza została wyparta przez liczbę followersów.

A może jest jeszcze nadzieja i jakaś dziewczyna lub jakiś chłopiec z książką? Nie tylko na kilka dni przed maturą 😉

P.S. zdjęcie wygenerowane przez AI

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *