Okiem zgryźliwej tetryczki

Szkoły będą usuwać z klas tradycyjne zegary ze wskazówkami i zastąpią je cyfrowymi, bo dzieci nie umieją odczytać godziny na cyferblacie. To, czego jeszcze nie potrafią dzieci, można by wymieniać długo, dla przykładu podam tylko dodawanie ułamków zwykłych i dziesiętnych, dzielenia na sylaby, ręcznego pisania, tabliczki mnożenia, przyszywania guzika czy zwykłej rozmowy bez pomocy komunikatora i AI. I nie mam na myśli przedszkolaków, bynajmniej, ale nastolatków.

I problem polega na tym, że nie żądamy czy nie oczekujemy od młodych ludzi, aby te umiejętności nabyły, co wymaga od nich wysiłku a od nas cierpliwości, ale po prostu usuwamy z drogi wszelkie przeszkody, by te kruche istoty nie połamały się na życiowych wybojach. Obniżamy im poprzeczkę, kładąc ją na poziomie gruntu. Z programów nauczania znikają treści, które sprawiały, że egzamin dojrzałości kończył się porażką. To, czego uczyło się w liceum moje pokolenie, dziś jest treścią realizowaną na studiach. Zresztą z odsieczą młodemu pokoleniu idą poradnie psychologiczne, które odpowiednim glejtem, często zbyt łatwo wydawanym, wybawiają dziecko z opresji obowiązku. Dysleksja, dysgrafia, dyskalkulia, fobia szkolna, lęk społeczny… Diagnoza jest teraz pożądaną etykietą, nie szykanuje (i dobrze), nie umniejsza, tylko daje alibi bierności wobec wyzwań, jakie stoją przed każdym z nas. Bo życie na ogół jest skomplikowane i nie wszystko da się wyprostować za pomocą aplikacji w telefonie.

A przecież diagnozy zwykle są po to, by wiedzieć, jaką strategię pokonywania słabości wdrożyć, a nie po to, by skazywać diagnozowanego na bezczynność.

Ktoś powie, że każde pokolenie żyje w innych warunkach i do nich się dostosowuje. Ale kto te warunki określa? Uderzmy się w pierś!

Wiem, że dziś nie trzeba znać tabliczki mnożenia, bo są komputery, które obliczenia o znacznie większym stopniu trudności wykonują w mig. Wiem, że odręczne pismo jest wypierane przez klawiaturowe, a przyszywanie guzika do koszuli może być zbędne, bo przecież w zasięgu ręki są sklepy z nowymi koszulami i kompletem guzików. Tak – świat stał się wygodniejszym miejscem do życia. Cywilizacja dała nam ogromną wolność od trudu wielu obowiązków. Ale to dlatego, że jakieś pokolenie wykazało się chęcią myślenia i działania, kreatywnością i uporem. A jeśli teraz kolejne generacje zostaną zwolnione z myślenia, to co nas czeka? Co je czeka?

Więc zanim wyrzucimy ostatni zegar ze wskazówkami, ostatni długopis czy igłę z nitką, zastanówmy się, czy komuś tym robimy przysługę.

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *