Wystarczy nie przeszkadzać

Od kilku lat obserwuję z zadowoleniem, że mnożą mi się w ogrodzie poziomki. Nie wiem, jak to się dzieje, bo nie poświęcam ich pielęgnacji ani sekundy (w przeciwieństwie do innych roślin) a to one kwitną i owocują po stokroć intensywniej niż wszystko inne.

Jak widać, wystarczy nie przeszkadzać – jak powiedział przed laty do mnie jeden młody nauczyciel, który quasi dziękował mi bombonierką za opiekę nad jego stażem 😉. Nie powiem kto i jak skończył, bo wyszłoby, że jestem wredna 😉 A w sumie jestem, tylko się maskuję 😊

Wracając jednak do poziomek, to mają wielkość małych truskawek, są tak słodkie, jak zapamiętałam z dzieciństwa i mają tylko jedną wadę – żeby się nimi najeść do woli, trzeba mocno na to zapracować w przysiadzie. Kto ma tyle lat, co ja, zrozumie, że delektowanie się poziomkami okupione jest cierpieniem. Ale jak zostawić na krzaczku tyle dobra dla ślimaków?

Dlatego zginam kolana i kręgosłup w poszukiwaniu smaku, który niezmiennie kojarzy się z dzieciństwem, kiedy to każdą znaleziona poziomkę nakłuwałam na źdźbło trawy i rozbiłam czerwone korale, których sok plamił palce i szyję. A jak smakowały te wisiorki, kiedy wszystkie na raz poziomki pakowało się do ust! Teraz szukam w tym rytuale powrotu do młodości, bo właśnie takie kadry z archiwum pamięci dają prawo do wędrówki w czasie 😊 Smacznego!

Ten wpis został opublikowany w kategorii Bez kategorii. Dodaj zakładkę do bezpośredniego odnośnika.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *