
„Złotoryja się starzeje”, „Złotoryja to miasto emerytów”, „Złotoryja się wyludnia”, „Złotoryja to nie miasto dla młodych”… ile razy słyszeliście te frazy rzucane w przestrzeń – szczególnie medialną, bo to tu szczególnie każdy czuje się ekspertem od socjologii, demografii, psychologii, budownictwa, ruchu drogowego, etc. „Złotoryja capi staruchem” – przeczytałam kiedyś na profilu lokalnego muzyka, co zresztą definitywnie wykluczyło go z kręgu moich zainteresowań..
Ostatnio jeden z miejscowych polityków, który koniunkturalnie reprezentuje partię w danym czasie będącą u władzy, próbował wbić kij w mrowisko i na jednej z grup dyskusyjnych zapytał „ekspertów”, co miasto może zrobić z wyludnianiem się i starzeniem? Nie będę tu przytaczać komentarzy, bo szkoda na to czasu, a skupię się na tym, że to bicie piany na temat struktury demograficznej naszego miasteczka pokazuje bardzo wąski sposób myślenia dyskutantów.
Fakty są takie, że w Europie problem starzenia się społeczeństw dotyczy wszystkich krajów. Europa starzeje się najszybciej ze wszystkich kontynentów. W ubiegłym roku co piąty mieszkaniec Starego (nomen omen) Kontynentu miał powyżej 65 lat. Ten proces najbardziej widoczny jest w Hiszpanii, w Polsce, krajach bałtyckich, we Włoszech. I na zjawisko nie ma wpływu ani baza turystyczna, ani obecność basenów, ani liczba lokali rozrywkowych dla młodzieży.
Wystarczy porzucić lokalny punkt widzenia, wyjść ze swojego podwórka, bańki złotoryjskiej infosfery i spojrzeć na miasta czy miasteczka po sąsiedzku: Jawor, Chojnów, kurorty typu Karpacz, Szklarska Poręba… Ostatnio oglądałam reportaż o wymierającej Jeleniej Górze, o opustoszałych lokalach w centrum, o braku aktywności mieszkańców. A przecież Jelenia Góra ma atrakcyjne położenie, ma połączenie kolejowe, ma termy i baseny, ba…ma nawet parę galerii handlowych. Ma muzeum z prawdziwego zdarzenia. I ma ten sam problem co my. Ciekawe dlaczego?
Czy władza może skutecznie walczyć z depopulacją? Może jak w dystopii Orwella zabronić związków między kobietą i mężczyzną, które nie są oparte jedynie na prokreacji? A może zakazać antykoncepcji? Stróżować w alkowach mieszkańców?
A nie lepiej pogodzić się z tym, że społeczeństwo po prostu zrobiło się bardziej konsumpcyjne, a mniej rodzinne. Że ludzi jest coraz mniej. Że społeczeństwo się starzeje. Skoro takie są fakty. To może trzeba by zadbać właśnie o tych co, osiągają wiek emerytalny, by ich jakość życia dodawała im energii do działania, by nie musieli wegetować w czterech ścianach swojego pokoju, tylko uczestniczyli w życiu miasta. Nie wiem, czy ci, co z taką pogardą piszą o mieście emerytów zdają sobie sprawę, jak czas szybko biegnie. Niedługo sami będą 60+. Zofia Nałkowska napisała kiedyś, że wszystkiego się spodziewała, ale nie tego, że będzie stara. A jednak!
Prawdziwą miarą miasta nie jest to, ilu ma dwudziestolatków na rynku w sobotę wieczorem, tylko czy potrafi być dobrym miejscem do życia dla ludzi w każdym wieku. A jeśli kogoś bardziej niż starzenie mieszkańców boli sama obecność starszych ludzi, to może problem nie leży w demografii, tylko w zwyczajnym braku wyobraźni.